Chłopak tylko zaśmiał mi się prosto w oczy. Zupełnie nie spodziewał się mojego następnego kroku...
Wskoczyłam mu na barana. Ross próbował zrzucić mnie z siebie, ale mu się to nie udało.
-Ross co ty wyprawiasz?-krzyknął rozłoszczony Ross.
Wtedy obok mnie usłyszałam wielki plusk. Jakby ktoś właśnie skoczył na bombę. I jeszcze jeden. I kolejny. Gdy obróciłam głowę ujrzałam Kami, Kevin i Dava.
Dave. Od czasu tej sytuacji przed sklepem nie rozmawialiśmy. Chyba powinniśmy to sobie wyjaśnić. Ale nie tu przy Rossie i Kevinie.
Zeskoczyłam z pleców Rossa.
-Może przedstawiasz nas swojemu nowemu koledze?-powiedziała Kamila.
Po przedstawieniu Kamili Rossa, nadszedł czas na Dave. Kiedy podawali sobie ręce widziałam w oczach Dave złość, ale na co?
-To co może pójdziemy razem do na frytki?-zaproponował Kevin
Wszyscy się zgodzili, więc udaliśmy się do baru, w którym podawano lunch.
Postanowiliśmy dziś nie jeść obiadu, bo była już godzina 18.
JA i Kami pożegnałyśmy się z chłopakami i umówiliśmy z nimi na godzinę 20. O ósmej zaczyna się dyskoteka.
Odświeżyłam się i przebrałam w jakąś sukienkę. Usłyszałam pukanie do drzwi. Kto to mógł być? Mieliśmy się spotkać za godzinę. Może to rodzice? No cóż tworzyłam drzwi.
-Musimy pogadać.-powiedział od razu Dave.
-No musimy. Ale nie tutaj. Chodź na zewnątrz.-powiedziałam i pociągnęłam go do drzwi wyjściowych.
Znaleźliśmy się na tyłach hotelu. Było tu zupełnie inaczej niż gdziekolwiek indziej. Ściany obdarte, trochę śmierdziało.
-No więc co to miało znaczyć, ten pocałunek przed sklepem!. Przecież ty chodzisz z Caroline!-powiedziałam podenerwowana.
-Ross ty po prostu mi się podobasz.-powiedział nieśmiało
-Dave kiedyś mi się podobałeś i to bardzo. Szalałam za tobą, a ty nigdy tego nie zauważyłeś. Ale teraz podoba mi się ktoś inny. Zniszczyłeś wszystko dlatego, że zdradziłeś moją przyjaciółkę. Nie daruję ci tego.
Wtedy on mnie pocałował. W usta. Nie spodziewałam się, że to zrobi. Od razu się odsunęłam. Ten pocałunek nie trwał nawet dwie sekundy.
-Dave co ty wyprawiasz!-krzyknęłam mu w twarz i uderzyłam go w nią.
Nie chciałam mu zrobić krzywdy. Na szczęście nie zrobiłam.
Rozpłakałam się i wbiegłam do środka. Wpadłam na kogoś.
-Hej mała, co się stało?-usłyszałam głos mojego przyjaciela.
-Kevin...-nie pozwolił mi dokończyć. Przytulił mnie mocno.
Nareszcie miałam w nim oparcie.
-Nie płacz już Ross. Choć za chwilę 20, będą na nas czekać.
Na szczęście nie chciał abym mu wyjaśniała co się stało.
Gdy doszliśmy na umówione miejsce, wszyscy już na nas czekali. Wszyscy poza Dave. I dobrze już nigdy nie chcę go widzieć.
Na dyskotece było miło. Prawie cały czas tańczyłam z Rossem i Kevinem. Dyskoteka skończyła się koło godziny 24.
Miałam już iść do pokoju, kiedy Ross wziął mnie za rękę.
-Co ty robisz? Jestem zmęczona chcę iść spać.-powiedziałam mu.
-Chodź ze mną tylko w jedno miejsce. Obiecuję, że cię potem odprowadzę do pokoju.-zadeklarował się Ross.
Zaprowadził mnie na hotelową plażę. Nikogo tam nie było, byłam tylko ja i Ross. Księżyc odbijał się w tafli wody. Było tu po prostu romantycznie.
-Ross kiedy ujrzałem cię po raz pierwszy od razu wiedziałem, że pomiędzy nami coś jest. Zakochałem się w tobie.
Gdy skończył mówić pocałował mnie. Ciepło jego warg rozeszło się po moim ciele. Mój pierwszy pocałunek był wspaniały!
Ross odprowadził mnie do pokoju jak obiecał. Gdy zniknął mi z pola widzenia, uświadomiłam sobie, że drzwi są zamknięte. Kami na pewno już śpi. Zaczęłam pukać w drzwi jak szalona. Ale nikt nie otwierał. Jedyne co przyszło mi na myśl to pójść do rodziców. Jednak zrezygnowałam z tej opcji, nie chciałam im wyjaśniać dlaczego dopiero o tej godzinie wróciłam do pokoju. Nie wiedziałam też, w którym pokoju zatrzymał się Ross. Jedyne co mi zostało to pójść do pokoju Kevina, "nieznajomego" i....... Dave.
Udałam się do pokoju numer 243. Tak chyba z tego dziś rano wychodzili. Cicho zapukałam. Po 2 sekundach drzwi otworzył, cały mokry, Kevin. Owinięty był tylko w ręcznik. Pewnie właśnie wyszedł z kąpieli.
-Kevin!
-Właśnie się myłem. Co się stało?
-Kami chyba zasnęła, a ja nie mam kluczy do pokoju. Pomożesz mi ją obudzić?-poprosiłam przyjaciela.
-Ross nie budźmy jej już dziś. Wejdź pogadamy a potem znów spróbujemy ją obudzić.
-No dobra.
-Ja się tylko ubiorę, a ty wchodź.-powiedział Kevin.
Po wejściu do środka uświadomiłam sobie, że ich pokój jest ogromny. Zdziwiło mnie, że są tylko 2 łóżka, na których spali już Dava i "nieznajomy".
-Co tak stoisz?-spytał nagle Kevin za mną.
Wystraszył mnie.
-Gdzie twoje łóżko?-zapytałam
-Ja jestem ten lepszy. Mam sam pokój.-powiedział zadowolony.
Wtedy ujrzałam drzwi. Okazało się, że naprawdę jest tam jeszcze jeden pokój. Usiedliśmy na łóżku i zaczęliśmy rozmawiać. O byleczym.
Po godzinie rozmowy stałam się senna. Nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy snów.
sobota, 28 grudnia 2013
piątek, 20 grudnia 2013
3.Zaskoczenie
Rozmawiałyśmy całą noc. Dowiedziałam się od Kami, że podoba się jej pewien chłopak, ale jest zajęty. To tak jak ze mną yyyy..... oczywiście gdyby Dave mi się podobał. Spojrzałam na rozpiskę, która leżała na szafce nocnej.
7:30-10:30-śniadanie
11-13-lunch
14-17-obiad
18-22-kolacja
Spojrzałam na zegarek. Jest już 9:30. Trzeba się pospieszyć, bo z Kami nawet nie wiemy gdzie jest jadalnia. Przebrałyśmy się jeszcze szybko, bo z przybyłyśmy w długich spodniach i bluzach, a tu jest gorąco. Gdy wyszłyśmy na korytarz, nie wiedziałyśmy w którą stronę iść, aż nagle zobaczyłam go. To był Dave. Co on tu robi? Zauważyłam, że za nim z pokoju wyszło jeszcze jakiś 2 chłopaków. Jednym z nich był Kevin, a drugiego kompletnie nie znałam. Wtedy usłyszałam głos.
-Ross?! Co ty tu robisz?-usłyszałam głos Kevina.
-Kevin!-mówiąc to wpadłam mu w ramiona.
Kevin to mój jeden z najlepszych przyjaciół. Znamy się od przedszkola. Mówię mu prawie o wszystkim, kocham go jak brata. Dużo osób myśli/myślało, że jesteśmy razem.
Gdy się przytulaliśmy, Dave patrzył na nas z niesmakiem. Oco mu chodzi?
-Hej chłopaki. Pokazalibyście nam gdzie jest jadalnia?-zapytała Kami.
-Tylko jeśli usiądziecie razem z nami.-powiedział nieznajomy.
-No zgoda.-odpowiedziałyśmy z Kami.
Hotel był na prawdę wielki. Żeby dostać się do jadalni musieliśmy zjechać windą na dół. Gdy weszliśmy do poszukiwanego pomieszczenia zajęliśmy jeden ze stolików. Postanowiłam wybrać sobie coś do jedzenia ze stołu szwedzkiego. Na pierwszym stole wyłożone było pieczywo. Wzięłam stąd tylko 1 bułkę. Na następnym znalazłam naleśniki, omlety i jajecznice. Wzięłam tylko danie zrobione z jaj. Myślę, że się tym najem. Kiedy już miałam iść do naszego stolika, zauważyłam ostatni. Były na nim słodycze różnego rodzaju ciasta, owoce w czekoladzie i desery lodowe. Kocham czekoladę, więc gdy zauważyłam ostatni kawałek ciasta czekoladowego od razu ruszyłam w jego stronę. Gdy prawie miałam je już na talerzu, ktoś zwinął mi je sprzed nosa. Spojrzałam na tę osobę. Miał strój ratownika i blond włosy. Wydawało mi się, że jest z obsługi hotelu, lecz wtedy uświadomiłam sobie, że znam tę osobę. To ten chłopak z samolotu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się mówiąc:
-I znowu się widzimy. Co za zbieg okoliczności.
-Rzeczywiście.- powiedziałam słodko.
-Może spotkalibyśmy się później?-zaproponował uroczy blondyn.
-Jasne. To może o 11?-zaproponowałam
-Okej to nad basenem o 11.-powiedział i odszedł.
Nie zdążyłam się zapytać jak ma na imię. Znowu!!! No cóż. Poszłam do stolika przy którym siedzieli już Kami, Kevin, Dave i chłopak, którego imienia jeszcze nie znam. Nie włączałam się w rozmowę. Myślałam cały czas o tym chłopaku. Muszę poznać w końcu jego imię.
Gdy skończyłam jeść poszłyśmy wraz z Kamilą do pokoju. Po drodze opowiedziałam jej o spotkaniu z blondynem. Przebrałyśmy się w stroje kąpielowe i ruszyłyśmy na basen. Kami postanowiła się poopalać, a ja od razu go zauważyłam. Siedział na miejscu ratownika.
-Hej.-powiedziałam.
-O! Cześć.-odpowiedział jak ZAWSZE z uśmiechem.
-Pracujesz tu jako ratownik? Myślałam, że miałeś wyjechać z rodzicami na wakacje.
-Pracuję tu tylko 2 dni. To hotel moich rodziców. Ratownik zachorował i poprosili mnie abym go zastąpił.-wyjaśnił.
-To na prawdę hotel TWOICH RODZICÓW?!
-Tak:) Wiesz co za 20 min kończę zmianę i wtedy do ciebie przyjdę.
-Dobrze to czekam.
Gdy to powiedziałam poszłam w stronę Kami i tak jak ona zaczęłam się opalać. Wreszcie się odprężyłam. Moje ciało robiło się gorące od ciepła słońca. Mięśnie powoli się rozluźniły.
7:30-10:30-śniadanie
11-13-lunch
14-17-obiad
18-22-kolacja
Spojrzałam na zegarek. Jest już 9:30. Trzeba się pospieszyć, bo z Kami nawet nie wiemy gdzie jest jadalnia. Przebrałyśmy się jeszcze szybko, bo z przybyłyśmy w długich spodniach i bluzach, a tu jest gorąco. Gdy wyszłyśmy na korytarz, nie wiedziałyśmy w którą stronę iść, aż nagle zobaczyłam go. To był Dave. Co on tu robi? Zauważyłam, że za nim z pokoju wyszło jeszcze jakiś 2 chłopaków. Jednym z nich był Kevin, a drugiego kompletnie nie znałam. Wtedy usłyszałam głos.
-Ross?! Co ty tu robisz?-usłyszałam głos Kevina.
-Kevin!-mówiąc to wpadłam mu w ramiona.
Kevin to mój jeden z najlepszych przyjaciół. Znamy się od przedszkola. Mówię mu prawie o wszystkim, kocham go jak brata. Dużo osób myśli/myślało, że jesteśmy razem.
Gdy się przytulaliśmy, Dave patrzył na nas z niesmakiem. Oco mu chodzi?
-Hej chłopaki. Pokazalibyście nam gdzie jest jadalnia?-zapytała Kami.
-Tylko jeśli usiądziecie razem z nami.-powiedział nieznajomy.
-No zgoda.-odpowiedziałyśmy z Kami.
Hotel był na prawdę wielki. Żeby dostać się do jadalni musieliśmy zjechać windą na dół. Gdy weszliśmy do poszukiwanego pomieszczenia zajęliśmy jeden ze stolików. Postanowiłam wybrać sobie coś do jedzenia ze stołu szwedzkiego. Na pierwszym stole wyłożone było pieczywo. Wzięłam stąd tylko 1 bułkę. Na następnym znalazłam naleśniki, omlety i jajecznice. Wzięłam tylko danie zrobione z jaj. Myślę, że się tym najem. Kiedy już miałam iść do naszego stolika, zauważyłam ostatni. Były na nim słodycze różnego rodzaju ciasta, owoce w czekoladzie i desery lodowe. Kocham czekoladę, więc gdy zauważyłam ostatni kawałek ciasta czekoladowego od razu ruszyłam w jego stronę. Gdy prawie miałam je już na talerzu, ktoś zwinął mi je sprzed nosa. Spojrzałam na tę osobę. Miał strój ratownika i blond włosy. Wydawało mi się, że jest z obsługi hotelu, lecz wtedy uświadomiłam sobie, że znam tę osobę. To ten chłopak z samolotu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się mówiąc:
-I znowu się widzimy. Co za zbieg okoliczności.
-Rzeczywiście.- powiedziałam słodko.
-Może spotkalibyśmy się później?-zaproponował uroczy blondyn.
-Jasne. To może o 11?-zaproponowałam
-Okej to nad basenem o 11.-powiedział i odszedł.
Nie zdążyłam się zapytać jak ma na imię. Znowu!!! No cóż. Poszłam do stolika przy którym siedzieli już Kami, Kevin, Dave i chłopak, którego imienia jeszcze nie znam. Nie włączałam się w rozmowę. Myślałam cały czas o tym chłopaku. Muszę poznać w końcu jego imię.
Gdy skończyłam jeść poszłyśmy wraz z Kamilą do pokoju. Po drodze opowiedziałam jej o spotkaniu z blondynem. Przebrałyśmy się w stroje kąpielowe i ruszyłyśmy na basen. Kami postanowiła się poopalać, a ja od razu go zauważyłam. Siedział na miejscu ratownika.
-Hej.-powiedziałam.
-O! Cześć.-odpowiedział jak ZAWSZE z uśmiechem.
-Pracujesz tu jako ratownik? Myślałam, że miałeś wyjechać z rodzicami na wakacje.
-Pracuję tu tylko 2 dni. To hotel moich rodziców. Ratownik zachorował i poprosili mnie abym go zastąpił.-wyjaśnił.
-To na prawdę hotel TWOICH RODZICÓW?!
-Tak:) Wiesz co za 20 min kończę zmianę i wtedy do ciebie przyjdę.
-Dobrze to czekam.
Gdy to powiedziałam poszłam w stronę Kami i tak jak ona zaczęłam się opalać. Wreszcie się odprężyłam. Moje ciało robiło się gorące od ciepła słońca. Mięśnie powoli się rozluźniły.
Po około 10 minutach poczułam na moim ,gorącym od promieni słońca, brzuchu wodę. Lodowatą wodę. Prawie spadłam z leżaka. Po otworzeniu oczu zauważyłam kto zrobił mi ten psikus. Koło mnie stał KEVIN.
-Kevin!-krzyknęłam na całe gardło.
-No co.-powiedział ze śmiechem na ustach.-Choć pomogę ci wstać.
Gdy podał mi rękę, ja zamiast podciągnąć się do góry pociągnęłam jego rękę. Kevin runął na ziemię. Prawię mnie przygniótł. Leżeliśmy na ziemi i zwijaliśmy się ze śmiechu, gdy nagle zauważyłem, że nad nami stoi mój blondyn. Od razu podniosłam się z ziemi.
-Hej. To co idziemy?-spytał się blondyn.
-Tak idziemy. Pa Kevin do zobaczenia później.
-Pa Ross!-powiedział nadal roześmiany Kevin.
Gdy odeszliśmy kilka kroków dalej blondyn zaczął pytać mnie:
-Jaka Ross? Przecież ty nazywasz Moss.
-Wtedy na lotnisku źle mnie zrozumiałeś. Nazywam się Ross.-wyjaśniłam mu śmiejąc się pod nosem.
-Hahahaha to bardzo zabawne bo ja też.
-Co ty też?-zapytałam.
-Nazywam się Ross.
Oboje wybuchneliśmy śmiechem.
Nagle nastała cisza i zauważyłam na twarzy Rossa emocje, jakiej jeszcze nigdy u niego nie widziałam. To powaga. Odkąd się znamy zawsze widziałam go uśmiechniętego od ucha do ucha. Zastanawiam się co spowodowało u niego taką emocje. Przystajemy prze basenie i wtedy on zaczyna mówić:
Nagle nastała cisza i zauważyłam na twarzy Rossa emocje, jakiej jeszcze nigdy u niego nie widziałam. To powaga. Odkąd się znamy zawsze widziałam go uśmiechniętego od ucha do ucha. Zastanawiam się co spowodowało u niego taką emocje. Przystajemy prze basenie i wtedy on zaczyna mówić:
-Ten Kevin, tak? To twój chłopak?- nadal jest poważny.
-Ross. Kevin to tylko mój przyjaciel. Znamy się od dziecka i jest dla mnie ważny, ale nie ma nic więcej między nami niż przyjaźń.-wyjaśniłam mu patrząc prosto w oczy.
Chyba takiej odpowiedzi się spodziewał, bo od razu się rozluźnił i znów zaczął uśmiechać.
Wtedy przybliżył się do mnie. Jego usta się lekko się rozchyliły jak do pocałunku.
Nigdy w życiu się nie całowała, więc nie wiedziałam co robić. Postanowiłam robić to samo co Ross, lekko rozchyliłam usta i przybliżyłam się do niego.
Nasze usta były już tylko kilka centymetrów od ciebie, prawie się całowaliśmy. Miałam już zamknąć oczy, gdy zauważyłam, że Ross znika mi sprzed oczu. Gdzie on jest?!
Dwa metry ode mnie zauważyłam chłopaka, bardzo podobnego do Rossa, który śmieje się patrząc na basen. Wtedy go dostrzegłam. Ross był w basenie. Pewnie ten chłopak go wepchnął, ale kim on jest?
-Ross!-zaśmiałam się.
-No co. To nie moja wina. Rhydian!-krzyknął zezłoszczony Ross.
-Hahahaha. Oj braciszku!
A jednak to jego brat! Rhydian ma na oko 19 lat i 1,85 m, ciemne włosy i oczy.
-Choć Ross pomogę ci wyjść-zaproponowałam.
Podałam mu rękę żeby wyszedł z basenu. Wtedy on pociągnął i wpadłam jak on do basenu! Byłam cała mokra!!!
-ROSS!-krzyknęłam.
Chłopak tylko zaśmiał mi się prosto w oczy. Zupełnie nie spodziewał się mojego następnego kroku...
-Ross. Kevin to tylko mój przyjaciel. Znamy się od dziecka i jest dla mnie ważny, ale nie ma nic więcej między nami niż przyjaźń.-wyjaśniłam mu patrząc prosto w oczy.
Chyba takiej odpowiedzi się spodziewał, bo od razu się rozluźnił i znów zaczął uśmiechać.
Wtedy przybliżył się do mnie. Jego usta się lekko się rozchyliły jak do pocałunku.
Nigdy w życiu się nie całowała, więc nie wiedziałam co robić. Postanowiłam robić to samo co Ross, lekko rozchyliłam usta i przybliżyłam się do niego.
Nasze usta były już tylko kilka centymetrów od ciebie, prawie się całowaliśmy. Miałam już zamknąć oczy, gdy zauważyłam, że Ross znika mi sprzed oczu. Gdzie on jest?!
Dwa metry ode mnie zauważyłam chłopaka, bardzo podobnego do Rossa, który śmieje się patrząc na basen. Wtedy go dostrzegłam. Ross był w basenie. Pewnie ten chłopak go wepchnął, ale kim on jest?
-Ross!-zaśmiałam się.
-No co. To nie moja wina. Rhydian!-krzyknął zezłoszczony Ross.
-Hahahaha. Oj braciszku!
A jednak to jego brat! Rhydian ma na oko 19 lat i 1,85 m, ciemne włosy i oczy.
-Choć Ross pomogę ci wyjść-zaproponowałam.
Podałam mu rękę żeby wyszedł z basenu. Wtedy on pociągnął i wpadłam jak on do basenu! Byłam cała mokra!!!
-ROSS!-krzyknęłam.
Chłopak tylko zaśmiał mi się prosto w oczy. Zupełnie nie spodziewał się mojego następnego kroku...
niedziela, 15 grudnia 2013
2.Olśnienie
Nie wiem co mam o tym myśleć. Chłopak, który tak strasznie mi się podoba, chodzi z moja najlepszą przyjaciółką. Zastanawiam się czy mam powiedzieć o dzisiejszej sytuacji. W ostatniej chwili rezygnuję, bo wiem, że złamało by to jej serce. Podle się czuję w stosunku do niej. Postanawiam, że pora zakończyć te spotkanie.
-Eeeeee wiesz co ja już muszę lecieć. Do domu. Tak do domu. Właśnie tam. Bo..... bo wylatuję za... za godzinę. Tak za godzinę. Więc muszę szybko wracać. To pa !
-Ross, ale...! Ross!-Krzyknęła, ale ja już wyszłam i nie zamierzałam wracać.
Szłam jak najszybciej. Jak najszybciej chciałam dojść do domu. Jest dopiero 15, ale nie wytrzymałabym tam dłużej. Dobrze, że dziś wyjeżdżam, bo na razie nie chcę się z nią widzieć. Nie wiedziałabym co jej powiedzieć. Gdy wchodzę do domu zauważam, że wszystkie walizki sa już zniesione.
-Ross dobrze, że już jesteś! Za chwilę wyjeżdżamy! Miałam do ciebie dzwonić.-powiedziała mama.
-Co?! Przecież jest dopiero 15.-wtedy spojrzałam na zegarek w kuchni. Pokazywał 17. Czyżby zepsuł mi się zegarek w telefonie?. Tak to przez to prawie się spóźniłam.
-Ross wychodzimy-krzyknął tata.
-A moje walizki?-spytałam
-Już w samochodzie. Pospiesz się przed nami jeszcze godzina drogi na lotnisko.
To prawda najbliższe lotnisko znajduje się około 100km stąd.
-Poczekajcie chwilę. Muszę pójść po coś na górę.
Szybkim krokiem weszłam do mojego pokoju. Od razu zaczęłam szperać za szafą. Miałam tam tajemną skrytkę na mój pamiętnik. Gdy wychodziłam po drodze wzięłam słuchawki. Zeszłam na dół i pomyślałam, że wrócę tu dopiero za 15e dni. Zamknęłam za sobą drzwi wejściowe i ruszyłam w stronę auta. Muszę siedzieć z tyłu obok mojego kochanego brata. Dobrze, że chociaż w samolocie nie będę skazana na jego towarzystwo. Usiądę koło Kamili. Kamila to córka przyjaciółki mojej mamy. Jej rodzina jedzie razem z nami. Kami ma także nieznośnego brata w wieku Davida, na (nie) szczęście te dwa małe stwory będą razem w pokoju, jak ja i Kami. Nasi rodzice w końcu odpoczną od nas wszystkich. Kamila to 17-letnia, blondynka, na którą lecą wszyscy chłopcy.
Właśnie wyjechaliśmy z mojego rodzinnego miasta. Nakładam słuchawki i zaczyna słuchać muzyki. Chyba zasnęłam, bo gdy odzyskałam świadomość byliśmy już na lotnisku.
-No to wysiadamy.-powiedział uradowany tata.
David wyskoczył jak strzała i ruszył w stronę, czekających już na nas, współtowarzyszy.
-Młody, a twoje bagaże?-zawołał tato.
Wrócił się po nie i całą rodziną wyruszyliśmy na spotkanie. Jest godzina 18 do 20 musimy się odprawić. Całą "paczką" udaliśmy się żeby pozałatwiać wszystkie formalności. Po wszystkim pozostało nam tylko czekać. Gdy Kamila prosi mnie abyśmy udały się do toalety nie protestuje, bo i tak nie mam nic lepszego do roboty. Gdy wyszłyśmy z łazienki zauważyłam na zegarku, że już 20:45. Za chwilę się spóźnimy nasi bracia i rodzice już poszli. Zaczęłyśmy biec, gdy nagle z kimś się zderzyłam.
-Przepraszam. Za chwilę ucieknie mi samolot-powiedział i pomógł mi wstać, następnie pobiegł. Przeszły mnie dreszcze. On mi kogoś przypominał. Gdy znowu o nim myślę czuje motylki w brzuchu. Czy to dobrze. Jeśli nawet mi się spodobał, to i tak już nigdy go nie spotkam.
-Ross! Pospiesz się! Szybciej!-Pospieszyła mnie Kamila.
Cudem zdążyłyśmy wejść na pokład. Usiadłyśmy na wyznaczone miejsca. Moje siedzenie miało numer 13, ciekawe czy okaże się szczęśliwe czy pechowe. Po prawej siedziała Kami, a po lewej..... obejrzałam się w tamtą stronę i zobaczyłam chłopaka. Tego samego, z którym się zderzyłam. Po chwili zauważa, że mu się przyglądam.
-Cześć, my się już chyba dziś widzieliśmy.-mówiąc to obdarza mnie najszczerszy uśmiechem jaki widziałam. Jego urocze blond włosy wydają się ciemniejsze w tym świetle.
-Cześć. To z tobą się zderzyłam prawda? Muszę cię ostrzec pierwszy raz lecę samolotem i bardzo się boje. Więc nie przestrasz się jak będę piszczeć.
Wtedy rozległ się dźwięk z głośników informujący o zapięciu pasów. Gdy stewardessa wyjaśniła co miała wyjaśnić zaczęło się. Na początku pędziliśmy z zawrotną prędkością bałam się bardzo. Gdy powoli się unosiliśmy zamknęłam oczy, zacisnęłam zęby i... złapała chłopaka siedzącego obok za rękę. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może potrzebowałam żeby ktoś mnie wsparł fizycznie. O dziwo chłopak nie wyrywał ręki z uścisku. Gdy poczułam, że samolot jest stosunkowo w poziome otworzyłam oczy. Inni ludzie znieśli to jak coś normalnego. Wtedy słyszę głos z mojej lewej:
-I co było tak strasznie?-powiedział to z uśmiechem choć wyczułam, że śmieszy go trochę moje zachowanie.
-TAK. Ale myślałam, że będzie gorzej.
Wtedy spoglądamy na nasze splecione dłonie. Nadal trzymam go za rękę. Zakłopotana wyciągam dłoń z uścisku.
-Eeeee... chyba się trochę zapomniałam-powiedziałam ze skruchą.
-Nic nie szkodzi.- odpowiedział pogodnie, chyba jak zawsze.
-Lecisz sam?
-Tak. Moi rodzice czekają na miejscu. To będą nasze wspólne wakacje. Dawno takich nie mieliśmy. Rodzice teraz pracują nad ważnym projektem i cudem udało im się znaleźć czas.
-Też lecę na wakacje, ale nie sama. Jakieś 6 rzędów przed nami siedzi moja rodzina i rodzina Kami. Kami?!
Gdy obróciłam się w jej stronę zauważyłam, że zasnęła.
-No cóż teraz ci jej nie przedstawię.-zaśmiałam się.-Masz jakieś rodzeństwo?
-Mam starszego brat-Adama. Ma 17 lat. A ty ile masz lat?
-Ja... 15. A ty? 18?
-Nie przesadzaj. Mam tyle co ty 15 ;)- zaśmiał się przy tym.
-Nie wierzę. Wyglądasz na 18-latka
-No nie postarzaj mnie-powiedział z udawanym smutkiem.
-No dobrze, dobrze.
Kolejne 3 godziny bez przerwy rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że jak ja uwielbia śpiewać. Zabrał ze sobą gitarę, na której podobno nieziemsko brzdąka. Zdziwił się trochę kiedy dowiedział się, że jeżdżę na desce. Powiedział, ze nie wyglądam jak te dziewczyny, które widuje na skateparkach.
W końcu poczułam się senna, przed nami jeszcze godzina lotu, więc postanowiłam się zdrzemnąć, jak Kami, która cały czas spała. Wygodnie się ułożyłam i odpłynęłam w krainę snów.
-Obudź się, za chwilę będziemy lądować.-usłyszałam męski głos.
Gdy wybudziłam się ze snu, uświadomiłam sobie, że moja głowa spoczywa na ramieniu chłopaka. Kolejna krępująca sytuacja, ale wydaję mi się, że mu to nie przeszkadza. Kiedy spoglądam na niego on tylko obdarzył mnie widokiem swoich białych zębów.
-Zapnij pasy.-przypomina.
Lądowanie nie jest, aż tak złe. Powstrzymuję się od złapania go za rękę. Gdy jesteśmy na lotnisku niestety muszę się z nim pożegnać. Może jeszcze kiedyś się zobaczymy. Wtedy w odległości około 20 metrów usłyszałam jego krzyk:
-Czekaj jak masz na imię!?
-Rosalia!-krzyknęłam.
-Co?!
-Ross!
-Do zobaczenia Moss!
Co jaka Moss. Pewnie tak usłyszał. Cóż już mu nie powiem jak mam na imię, wyszedł z lotniska.
W końcu jesteśmy na miejscu- w Francji. Z rodzinami udajemy się na postój taksówek. Zatrzymujemy 2 i udajemy się do naszego Hotelu- Eossa Beach.
-Dzień dobry, 4 pokoje. Dwa na nazwisko Medina i dwa na Hutcherson.-powiedziała moja mama, oczywiście po angielsku.
Tak, mam na nazwisko Hutcherson, tak samo jak mój ukochany aktor Josh Hutcherson.
Udaliśmy się do swoich pokoi. Od razu po wejściu padłam na swoje łóżko. Pokoju był przepiękny cały w ciemny drzewie. Ponieważ obie spałyśmy w samolocie, byłyśmy wyspane. Postanowiłam poopowiadać Kamili o tym co stało się przed wyjazdem i w samolocie. Ten chłopak chyba na prawdę mi się spodobał. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. Na szczęście nie myślę już o Dave.
I co jak wam się podoba?
-Eeeeee wiesz co ja już muszę lecieć. Do domu. Tak do domu. Właśnie tam. Bo..... bo wylatuję za... za godzinę. Tak za godzinę. Więc muszę szybko wracać. To pa !
-Ross, ale...! Ross!-Krzyknęła, ale ja już wyszłam i nie zamierzałam wracać.
Szłam jak najszybciej. Jak najszybciej chciałam dojść do domu. Jest dopiero 15, ale nie wytrzymałabym tam dłużej. Dobrze, że dziś wyjeżdżam, bo na razie nie chcę się z nią widzieć. Nie wiedziałabym co jej powiedzieć. Gdy wchodzę do domu zauważam, że wszystkie walizki sa już zniesione.
-Ross dobrze, że już jesteś! Za chwilę wyjeżdżamy! Miałam do ciebie dzwonić.-powiedziała mama.
-Co?! Przecież jest dopiero 15.-wtedy spojrzałam na zegarek w kuchni. Pokazywał 17. Czyżby zepsuł mi się zegarek w telefonie?. Tak to przez to prawie się spóźniłam.
-Ross wychodzimy-krzyknął tata.
-A moje walizki?-spytałam
-Już w samochodzie. Pospiesz się przed nami jeszcze godzina drogi na lotnisko.
To prawda najbliższe lotnisko znajduje się około 100km stąd.
-Poczekajcie chwilę. Muszę pójść po coś na górę.
Szybkim krokiem weszłam do mojego pokoju. Od razu zaczęłam szperać za szafą. Miałam tam tajemną skrytkę na mój pamiętnik. Gdy wychodziłam po drodze wzięłam słuchawki. Zeszłam na dół i pomyślałam, że wrócę tu dopiero za 15e dni. Zamknęłam za sobą drzwi wejściowe i ruszyłam w stronę auta. Muszę siedzieć z tyłu obok mojego kochanego brata. Dobrze, że chociaż w samolocie nie będę skazana na jego towarzystwo. Usiądę koło Kamili. Kamila to córka przyjaciółki mojej mamy. Jej rodzina jedzie razem z nami. Kami ma także nieznośnego brata w wieku Davida, na (nie) szczęście te dwa małe stwory będą razem w pokoju, jak ja i Kami. Nasi rodzice w końcu odpoczną od nas wszystkich. Kamila to 17-letnia, blondynka, na którą lecą wszyscy chłopcy.
Właśnie wyjechaliśmy z mojego rodzinnego miasta. Nakładam słuchawki i zaczyna słuchać muzyki. Chyba zasnęłam, bo gdy odzyskałam świadomość byliśmy już na lotnisku.
-No to wysiadamy.-powiedział uradowany tata.
David wyskoczył jak strzała i ruszył w stronę, czekających już na nas, współtowarzyszy.
-Młody, a twoje bagaże?-zawołał tato.
Wrócił się po nie i całą rodziną wyruszyliśmy na spotkanie. Jest godzina 18 do 20 musimy się odprawić. Całą "paczką" udaliśmy się żeby pozałatwiać wszystkie formalności. Po wszystkim pozostało nam tylko czekać. Gdy Kamila prosi mnie abyśmy udały się do toalety nie protestuje, bo i tak nie mam nic lepszego do roboty. Gdy wyszłyśmy z łazienki zauważyłam na zegarku, że już 20:45. Za chwilę się spóźnimy nasi bracia i rodzice już poszli. Zaczęłyśmy biec, gdy nagle z kimś się zderzyłam.
-Przepraszam. Za chwilę ucieknie mi samolot-powiedział i pomógł mi wstać, następnie pobiegł. Przeszły mnie dreszcze. On mi kogoś przypominał. Gdy znowu o nim myślę czuje motylki w brzuchu. Czy to dobrze. Jeśli nawet mi się spodobał, to i tak już nigdy go nie spotkam.
-Ross! Pospiesz się! Szybciej!-Pospieszyła mnie Kamila.
Cudem zdążyłyśmy wejść na pokład. Usiadłyśmy na wyznaczone miejsca. Moje siedzenie miało numer 13, ciekawe czy okaże się szczęśliwe czy pechowe. Po prawej siedziała Kami, a po lewej..... obejrzałam się w tamtą stronę i zobaczyłam chłopaka. Tego samego, z którym się zderzyłam. Po chwili zauważa, że mu się przyglądam.
-Cześć, my się już chyba dziś widzieliśmy.-mówiąc to obdarza mnie najszczerszy uśmiechem jaki widziałam. Jego urocze blond włosy wydają się ciemniejsze w tym świetle.
-Cześć. To z tobą się zderzyłam prawda? Muszę cię ostrzec pierwszy raz lecę samolotem i bardzo się boje. Więc nie przestrasz się jak będę piszczeć.
Wtedy rozległ się dźwięk z głośników informujący o zapięciu pasów. Gdy stewardessa wyjaśniła co miała wyjaśnić zaczęło się. Na początku pędziliśmy z zawrotną prędkością bałam się bardzo. Gdy powoli się unosiliśmy zamknęłam oczy, zacisnęłam zęby i... złapała chłopaka siedzącego obok za rękę. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może potrzebowałam żeby ktoś mnie wsparł fizycznie. O dziwo chłopak nie wyrywał ręki z uścisku. Gdy poczułam, że samolot jest stosunkowo w poziome otworzyłam oczy. Inni ludzie znieśli to jak coś normalnego. Wtedy słyszę głos z mojej lewej:
-I co było tak strasznie?-powiedział to z uśmiechem choć wyczułam, że śmieszy go trochę moje zachowanie.
-TAK. Ale myślałam, że będzie gorzej.
Wtedy spoglądamy na nasze splecione dłonie. Nadal trzymam go za rękę. Zakłopotana wyciągam dłoń z uścisku.
-Eeeee... chyba się trochę zapomniałam-powiedziałam ze skruchą.
-Nic nie szkodzi.- odpowiedział pogodnie, chyba jak zawsze.
-Lecisz sam?
-Tak. Moi rodzice czekają na miejscu. To będą nasze wspólne wakacje. Dawno takich nie mieliśmy. Rodzice teraz pracują nad ważnym projektem i cudem udało im się znaleźć czas.
-Też lecę na wakacje, ale nie sama. Jakieś 6 rzędów przed nami siedzi moja rodzina i rodzina Kami. Kami?!
Gdy obróciłam się w jej stronę zauważyłam, że zasnęła.
-No cóż teraz ci jej nie przedstawię.-zaśmiałam się.-Masz jakieś rodzeństwo?
-Mam starszego brat-Adama. Ma 17 lat. A ty ile masz lat?
-Ja... 15. A ty? 18?
-Nie przesadzaj. Mam tyle co ty 15 ;)- zaśmiał się przy tym.
-Nie wierzę. Wyglądasz na 18-latka
-No nie postarzaj mnie-powiedział z udawanym smutkiem.
-No dobrze, dobrze.
Kolejne 3 godziny bez przerwy rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że jak ja uwielbia śpiewać. Zabrał ze sobą gitarę, na której podobno nieziemsko brzdąka. Zdziwił się trochę kiedy dowiedział się, że jeżdżę na desce. Powiedział, ze nie wyglądam jak te dziewczyny, które widuje na skateparkach.
W końcu poczułam się senna, przed nami jeszcze godzina lotu, więc postanowiłam się zdrzemnąć, jak Kami, która cały czas spała. Wygodnie się ułożyłam i odpłynęłam w krainę snów.
-Obudź się, za chwilę będziemy lądować.-usłyszałam męski głos.
Gdy wybudziłam się ze snu, uświadomiłam sobie, że moja głowa spoczywa na ramieniu chłopaka. Kolejna krępująca sytuacja, ale wydaję mi się, że mu to nie przeszkadza. Kiedy spoglądam na niego on tylko obdarzył mnie widokiem swoich białych zębów.
-Zapnij pasy.-przypomina.
Lądowanie nie jest, aż tak złe. Powstrzymuję się od złapania go za rękę. Gdy jesteśmy na lotnisku niestety muszę się z nim pożegnać. Może jeszcze kiedyś się zobaczymy. Wtedy w odległości około 20 metrów usłyszałam jego krzyk:
-Czekaj jak masz na imię!?
-Rosalia!-krzyknęłam.
-Co?!
-Ross!
-Do zobaczenia Moss!
Co jaka Moss. Pewnie tak usłyszał. Cóż już mu nie powiem jak mam na imię, wyszedł z lotniska.
W końcu jesteśmy na miejscu- w Francji. Z rodzinami udajemy się na postój taksówek. Zatrzymujemy 2 i udajemy się do naszego Hotelu- Eossa Beach.
-Dzień dobry, 4 pokoje. Dwa na nazwisko Medina i dwa na Hutcherson.-powiedziała moja mama, oczywiście po angielsku.
Tak, mam na nazwisko Hutcherson, tak samo jak mój ukochany aktor Josh Hutcherson.
Udaliśmy się do swoich pokoi. Od razu po wejściu padłam na swoje łóżko. Pokoju był przepiękny cały w ciemny drzewie. Ponieważ obie spałyśmy w samolocie, byłyśmy wyspane. Postanowiłam poopowiadać Kamili o tym co stało się przed wyjazdem i w samolocie. Ten chłopak chyba na prawdę mi się spodobał. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. Na szczęście nie myślę już o Dave.
I co jak wam się podoba?
piątek, 6 grudnia 2013
1. Pobudka
Pogrążona w krainie snów uświadamiam sobie, że chyba zaspałam. Ociężale otwieram powieki, stawiam najpierw lewą potem prawą nogę na chodniku koło łóżka. O nie wstałam lewą nogą! To na pewno przyniesie mi pecha! Jak się spodziewałam gdy spojrzałam na zegarek, ukazywał on godzinę 8:30. CO?! Zaspałam?! Dlaczego rodzice mnie nie obudzili ?Czy postanowili zostawić mnie w domu? Fakt, że nie dawno pokłóciłam się z mamą, ale o jakąś błahostkę. Czy mogli mi to zrobić? W pośpiechu biegnę po schodach na dół do kuchni. Nie zastaję tam nikogo. Śniadanie, które przygotował tata wczoraj wieczorem, nie tknięte. Wątpię, żeby wyszli z domu bez śniadania, David zawsze je je. Teraz jest nadzieje, że wcale nie wyjechali beze mnie tylko jak ja zaspali. Szybkim krokiem wręcz skaczę bo schodach do pokoju najpierw mojego młodszego brata. Wpadam i tak jak myślałam ten 12-latek nadal sobie smacznie śpi:
-David, wstawaj! Zaspaliśmy! Spóźnimy się na samolot!-niemal krzyczę.
-Co?-Mówi spadając przy tym prawie z łóżka.
-Ubieraj się a ja pójdę obudzić rodziców.
Po chwili wpadam do pokoju starszych niemal krzycząc:
-Mamo, tato! Wstawajcie! Zaspaliśmy!
Tata tylko przewraca się na drugi bok i zaczyna znów drzemać. Jednak mam bierze ze stolika swoje okulary, które z resztą sprawił jej tata dwa dni temu z okazji urodzin, zakład je na nos, spogląda na zegarek i wybucha śmiechem:
- Kochanie wylatujemy o 9, ale wieczorem.
Nadal nie mogę przyzwyczaić do wyglądu mamy w okularach. Nosi je stosunkowo od niedawna bo od 6 tygodni, ale przypominają mi dlaczego je posiada.
Sześć tygodni temu mama odebrała mnie ze szkoły. Gdy wsiadłam do auto od razu zaczęła wykłócać się o ostatnią 1 którą dostałam. Nie miałam zamiaru z nią rozmawiać, bo właśnie tego dnia dowiedziałam się moja ukochana przyjaciółka Caroline w lipcu wyjeżdża na rok wraz z rodzicami do Francji. Czułam się przygnębiona, bo tak właściwie jedyna bliskich mi osób wyjeżdżała i spotkam się z nią najwcześniej za rok. Nie lubię rozmawiać o swoim bólu, więc i o tej sprawie wolałam nie wspominać. Mama nadal ciągnęła temat jedynki. Nie rozumiałam co to miało do rzeczy skoro wtedy do wakacji brakowało tylko 3 tygodni, moja średnia ocena i tak by się nie zmieniła. W pewnym momencie w aucie wybuchła awantura mam była naprawdę wkurzona. Od domu dzielił nas jeszcze tylko kilometr gdy nagle z naprzeciwka nadjechał motor. Mama nie zdążyła zareagować i pojazd wjechał w nasze auto. Oczywiście wina leżała po stronie kierowcy motoru jednak najbardziej w tym wszystkim ucierpiała moja mama. Od razu wezwałam karetkę. U mnie i kierowcy motoru skończyło się na kilku siniakach. Kiedy wraz z wezwanym przeze mnie tatą i Davidem dojechaliśmy do szpitala ,w którym znajdowała się mama przeżyliśmy szok. Okazało się, że najbardziej poszkodowane są jej oczy. Potrzebna była operacja. Niestety była konieczna. Po 6-godzinnej operacji lekarz prowadzący stwierdził, że mama będzie widzieć i to nawet lepiej niż wcześniej przypuszczali, ale w życiu codziennym nie obejdzie się bez specjalistycznych okularów bądź soczewek. Teraz za każdym razem gdy widzę mamę w okularach myślę, że to wszystko przeze mnie.
W tej chwili w futrynie drzwi stanął ubrany i wyszykowany David.
-Mamo, tato! Dlaczego nie wstajecie? Spóźnimy się na samolot.
Mam wymieniła ze mną spojrzenia:
-Synku, twoja siostra spłatała nam niezły kawał. Owszem wylatujemy o 9, ale wieczorem.
-Ross!-wykrzyczał rozzłoszczony 12-latek.
Rzecz jasna nie nazywam się Ross. Jednak prawie wszyscy których znam posługują się ta ksywką. I dobrze bo mi nie zbyt podoba się moja prawdziwe imię. Na szczęście nawet nauczyciele zwracają się do mnie Ross. Moja prawdziwe imię słyszę tylko na jakiś uroczystościach i kiedy jesteśmy w odwiedzinach u mojej babci. Kiedy dowiedziała się jak rodzice mnie nazwali omal nie wpadła w zachwyt tak spodobało się jej to imię. Gdy w pobliżu jest babci wszyscy zwracają się do mnie Rosalia. To imię wydaję mi się takie....... staroświeckie. Nie słowo, które lepiej je opisuje to za ciężkie. Jestem nie wysoką, chudą, drobną szatynką 15-latką, a to imię doskonale pasuję do poważnej osoby, a nie do mnie, która pobudziła wszystkich w domu jak oszalał, bo pomyliła godziny.
-Ross!- powtórzył z większą bulwersacją w głosie
-Sorry, Dav.
-Jeżeli chcecie to idźcie jeszcze spać.-powiedziała spokojnym tonem mama.
David jak się można było spodziewać poszedł prosto do łóżka po drodze ściągając tylko kapcie ze stóp. Ja jednak nie zamierzałam iść dalej spać. Gdy weszłam do swojego pokoju zauważyłam, że na łóżku leży mój przyjaciel. Nie był on oczywiście człowiekiem to mój Dafi- szczeniak ,o niebieskich oczach, rasy Husky. Mojego pieska otrzymałam z okazji dobrych ocen na koniec roku. Średnia wynosiła 4.8 więc ledwo dostałam czerwony pasek. Dobre oceny jednak się opłaciły bo teraz mam kogoś to kogo mogę się bezustannie przytulać. Gdy Dafi mnie zauważył, zerwał się z łóżka i zaczął biec w moją stronę. Od razu podniosłam zwierzaka i pogłaskałam go po biało-czarnym futrze. Było takie miękkie, pewnie dlatego, że mama wczoraj go myła. Z Dafim na rękach usiadłam na łóżku i z szafki nocnej wzięłam laptopa. Pierwsze co zrobiłam, to weszłam na Facebooka. zauważyłam, że napisała do mnie Caroline.
-Ross, musimy się spotkać. Mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. Wiem, że dziś wyjeżdżasz, ale muszę z tobą pogadać. Spotkajmy się o 13 u Żupa.
Hmmm..... właściwie nie mam co robić. Chyba mogę się z nią spotkać. Ciekawi mnie co chce mi przekazać. Co jest tak ważne? Może stało się coś złego? Może dobrego? Nie mam pojęcia.
Żup to nasz osiedlowy sklepik. Tak naprawdę nazywa się po prosty "U Zenka", ale wraz z kolegami ze szkoły stwierdziliśmy, że ta nazwa jest o wile zabawniejsza. Tak, więc nazywa go tak od 8 lat.
Gdy spojrzałam na zegarek zauważyłam, że jest godzina 9:30. Hmmm dopiero wpół do 10, więc mogę jeszcze poleniuchować. W pewnym momencie do mojego pokoju weszła mama.
-Ross, poszłabyś do sklepu kupić kilka rzeczy?-zapytała zaspana jeszcze mama.
-No dobrze i tak teraz nie mam co robić. Mogę o 13 spotkać się z Caroline?
-No dobrze, ale musisz być w domu przed 17.
-Dobrze, dobrze dzięki.
Mama podała mi pieniądze i listę zakupów. Nie musiałam się ciepło ubierać, bo przecież jest lato. Do sklepu wyszłam w krótkich spodenkach, koszulce i trampkach. Poszłam oczywiście do Zenka bo tam było najbliżej około 400m. Gdy byłam już przy drzwiach nagle ktoś lekko pociągnął mnie za włosy. Kto to był? Zwykle tak wkurzała mnie Caroline, ale z nią umówiłam się na 13, więc kto to był? Postanowiłam się nie odwracać, zupełnie nie wiem dlaczego.
-Cześć-usłyszałam niski męski głos, a ta osoba zaczęła przeplatać moje brązowe włosy pomiędzy palcami.
Wtedy nie wytrzymałam. Obróciłam się tak gwałtownie, że prawie upadała. I kogo zauważyłam? Mojego kolegę z klasy, w którym się od dawna podkochuję. Co on znowu wymyślił?
-No hej Dave-powiedziałam odsuwając się od niego o jeden krok-Co cię tu sprowadza?
Fakt, że nasza miejscowość nie jest szczególnie duża, ale Dave mieszka po drugiej stronie. Dziwi mnie to co on tu robi.
-Tak właściwie to czekam na Kevina. Razem z nim i jego rodzicami jedziemy na wakacje.-wtedy zauważam za nim walizkę.-A ty nigdzie nie wyjeżdżasz?
-Wyjeżdżam. Dziś.-powiedziałam krótko.
-Aaa. A można wiedzieć gdzie?-zapytał uśmiechając szeroko i sympatycznie.
-Myślę, że i tak ci się to nie przyda.-odpowiedziałam równie miło.
-Dobrze, nie będę się już dopytywać.
W tej samej chwili pod sklep podjechał samochód. Należy on chyba do Kevina i jego rodziców, bo gdy tylko Dave go zauważył sięgnął po walizki. Gdy miał już ruszać w stronę auta odwrócił się w moją stronę mówiąc:
-Do zobaczenia Rosalia!-zaśmiał się i pocałował mnie w policzek. Następnie szybkim krokiem nie obracając się już w moją stronę, ruszył do auta i mocno zamknął za sobą drzwi. Kątem oka zauważyła jeszcze, że macha do mnie z samochodu.
Stałam jak wryta. Co się przed chwilą stało? Czy sobie tylko to wyobraziłam? A może to prawda. Dave- uroczy, niebieskooki brunet, w którym podkochuję się od mniej więcej 2 lat, który nigdy nie zwracał na mnie uwagi, dziś ze mną rozmawiał, mało tego pocałował mnie w policzek. Nie wiem co mam myśleć. Czy on miał zamiar mnie wkurzyć? W końcu powiedział do mnie Rosalia, a wszyscy wiedzą, że nie cierpię jak mnie tak nazywają. Czy on chciał mnie wyprowadzić z równowagi? Ale po co miał by to robić? Dziwi mnie też, że powiedział "Do zobaczenia". Przecież zapewne najwcześniej zobaczymy się w nowym roku szkolnym. Co on planuje? Może razem wymyślił coś z Kevinam, który zresztą jest moim dobry przyjacielem. Może Kevin powiedział Davowi, ze mu się podobam. Wprawdzie wyjawiłam mu kiedyś o tym, ale czy on o tym pamiętał?
Myślę, że długo tak stało, bo gdy się otrząsnęłam i popatrzyłam z zegarek była już godzina 11. Postanowiłam wrócić do domu po co innego miałam zrobić. Zupełnie nie wiem, dlaczego Dave to zrobił. Mam mentlik w głowie.
W połowie drogi do domu przypomniałam sobie, że przecież miałam zrobić zakupy do domu, a mama bardzo by się zawiodła, gdybym tego nie zrobiła. Ruszyłam w drogę powrotną. Gdy weszłam do sklepu poczułam ohydny zapach alkoholu. Pewnie właściciel, straszy człowiek Zenek, znowu się upił. Tym razem jednak się myliłam. Zauważyłam, że na środku sklepiku rozlany jest alkohol.
-Pomoc panu?-zapytałam grzecznie
-Dziękuję dziecinko! Ale nie potrzebuję pomocy, już prawie kończę. Podać ci coś?
Odszukałam listę dana przez mamę i zaczęłam dyktować. Następnie zapłaciłam i ruszyłam w stronę domu. Po około 5 minutach znalazłam się po drzwiami do domu. Ściągnęłam buty, i postawiłam na kuchennym blacie zakupy.
-Mamo wróciłam!-krzyknęłam dostatecznie głośno, aby usłyszała będąc na górze.
-Dobrze za chwilę zrobię śniadanie.
Przez następną godzinę obijałam się po domu. Gdy w końcu o 12:50 wyszłam z domu na spotkanie z Caroline. Znów naszły mnie myśli co tak ważnego chce mi powiedzieć. Gdy dotarłam na umówione miejsce, ona już na mnie czekała. Od razu wpadłyśmy sobie w ramiona.
-Ross jak dobrze cię widzieć. Mam dla ciebie bardzo bardzo świetną wiadomość.
-No co to takiego? Mów szybko bo się niecierpliwie!
-Zostaję w dom! Nie wyjeżdżam!
-Co?! Car-wpadłam jej w ramiona i o mało się nie przewróciłyśmy.
-Może poszłybyśmy do kawiarni.
-Dobrze, ale muszę być w domu przed 17.
Poszłyśmy do najbliższej kawiarnie. Dług rozmawiałyśmy. Gdy miałam poruszyć sprawę dzisiejszego spotkanie z Davem nagle Car postanowiła mi coś oznajmić;
-Ross, muszę ci coś powiedzieć. Może to być dla ciebie wielkim szokiem, ale od niedawna umawiam się z... Davem.
Co Dave? Skoro chodzi z Car to po co mnie dziś podrywał i pocałował? Dobrze, że wcześniej nic nie powiedziałam o dzisiejszym zajściu na pewno by się na mnie wkurzyła. Może źle zrozumiałam jego intencję. Może zrobił to po przyjacielsku?
-Halo Ross? Żyjesz?
-Żyję-powiedziałam.
Czy to wszystko ma jakiś sens? To na pewno przez to, że wstałam lewą nogą.
Kolejny rozdział za 10 komentarzy :)
-David, wstawaj! Zaspaliśmy! Spóźnimy się na samolot!-niemal krzyczę.
-Co?-Mówi spadając przy tym prawie z łóżka.
-Ubieraj się a ja pójdę obudzić rodziców.
Po chwili wpadam do pokoju starszych niemal krzycząc:
-Mamo, tato! Wstawajcie! Zaspaliśmy!
Tata tylko przewraca się na drugi bok i zaczyna znów drzemać. Jednak mam bierze ze stolika swoje okulary, które z resztą sprawił jej tata dwa dni temu z okazji urodzin, zakład je na nos, spogląda na zegarek i wybucha śmiechem:
- Kochanie wylatujemy o 9, ale wieczorem.
Nadal nie mogę przyzwyczaić do wyglądu mamy w okularach. Nosi je stosunkowo od niedawna bo od 6 tygodni, ale przypominają mi dlaczego je posiada.
Sześć tygodni temu mama odebrała mnie ze szkoły. Gdy wsiadłam do auto od razu zaczęła wykłócać się o ostatnią 1 którą dostałam. Nie miałam zamiaru z nią rozmawiać, bo właśnie tego dnia dowiedziałam się moja ukochana przyjaciółka Caroline w lipcu wyjeżdża na rok wraz z rodzicami do Francji. Czułam się przygnębiona, bo tak właściwie jedyna bliskich mi osób wyjeżdżała i spotkam się z nią najwcześniej za rok. Nie lubię rozmawiać o swoim bólu, więc i o tej sprawie wolałam nie wspominać. Mama nadal ciągnęła temat jedynki. Nie rozumiałam co to miało do rzeczy skoro wtedy do wakacji brakowało tylko 3 tygodni, moja średnia ocena i tak by się nie zmieniła. W pewnym momencie w aucie wybuchła awantura mam była naprawdę wkurzona. Od domu dzielił nas jeszcze tylko kilometr gdy nagle z naprzeciwka nadjechał motor. Mama nie zdążyła zareagować i pojazd wjechał w nasze auto. Oczywiście wina leżała po stronie kierowcy motoru jednak najbardziej w tym wszystkim ucierpiała moja mama. Od razu wezwałam karetkę. U mnie i kierowcy motoru skończyło się na kilku siniakach. Kiedy wraz z wezwanym przeze mnie tatą i Davidem dojechaliśmy do szpitala ,w którym znajdowała się mama przeżyliśmy szok. Okazało się, że najbardziej poszkodowane są jej oczy. Potrzebna była operacja. Niestety była konieczna. Po 6-godzinnej operacji lekarz prowadzący stwierdził, że mama będzie widzieć i to nawet lepiej niż wcześniej przypuszczali, ale w życiu codziennym nie obejdzie się bez specjalistycznych okularów bądź soczewek. Teraz za każdym razem gdy widzę mamę w okularach myślę, że to wszystko przeze mnie.
W tej chwili w futrynie drzwi stanął ubrany i wyszykowany David.
-Mamo, tato! Dlaczego nie wstajecie? Spóźnimy się na samolot.
Mam wymieniła ze mną spojrzenia:
-Synku, twoja siostra spłatała nam niezły kawał. Owszem wylatujemy o 9, ale wieczorem.
-Ross!-wykrzyczał rozzłoszczony 12-latek.
Rzecz jasna nie nazywam się Ross. Jednak prawie wszyscy których znam posługują się ta ksywką. I dobrze bo mi nie zbyt podoba się moja prawdziwe imię. Na szczęście nawet nauczyciele zwracają się do mnie Ross. Moja prawdziwe imię słyszę tylko na jakiś uroczystościach i kiedy jesteśmy w odwiedzinach u mojej babci. Kiedy dowiedziała się jak rodzice mnie nazwali omal nie wpadła w zachwyt tak spodobało się jej to imię. Gdy w pobliżu jest babci wszyscy zwracają się do mnie Rosalia. To imię wydaję mi się takie....... staroświeckie. Nie słowo, które lepiej je opisuje to za ciężkie. Jestem nie wysoką, chudą, drobną szatynką 15-latką, a to imię doskonale pasuję do poważnej osoby, a nie do mnie, która pobudziła wszystkich w domu jak oszalał, bo pomyliła godziny.
-Ross!- powtórzył z większą bulwersacją w głosie
-Sorry, Dav.
-Jeżeli chcecie to idźcie jeszcze spać.-powiedziała spokojnym tonem mama.
David jak się można było spodziewać poszedł prosto do łóżka po drodze ściągając tylko kapcie ze stóp. Ja jednak nie zamierzałam iść dalej spać. Gdy weszłam do swojego pokoju zauważyłam, że na łóżku leży mój przyjaciel. Nie był on oczywiście człowiekiem to mój Dafi- szczeniak ,o niebieskich oczach, rasy Husky. Mojego pieska otrzymałam z okazji dobrych ocen na koniec roku. Średnia wynosiła 4.8 więc ledwo dostałam czerwony pasek. Dobre oceny jednak się opłaciły bo teraz mam kogoś to kogo mogę się bezustannie przytulać. Gdy Dafi mnie zauważył, zerwał się z łóżka i zaczął biec w moją stronę. Od razu podniosłam zwierzaka i pogłaskałam go po biało-czarnym futrze. Było takie miękkie, pewnie dlatego, że mama wczoraj go myła. Z Dafim na rękach usiadłam na łóżku i z szafki nocnej wzięłam laptopa. Pierwsze co zrobiłam, to weszłam na Facebooka. zauważyłam, że napisała do mnie Caroline.
-Ross, musimy się spotkać. Mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. Wiem, że dziś wyjeżdżasz, ale muszę z tobą pogadać. Spotkajmy się o 13 u Żupa.
Hmmm..... właściwie nie mam co robić. Chyba mogę się z nią spotkać. Ciekawi mnie co chce mi przekazać. Co jest tak ważne? Może stało się coś złego? Może dobrego? Nie mam pojęcia.
Żup to nasz osiedlowy sklepik. Tak naprawdę nazywa się po prosty "U Zenka", ale wraz z kolegami ze szkoły stwierdziliśmy, że ta nazwa jest o wile zabawniejsza. Tak, więc nazywa go tak od 8 lat.
Gdy spojrzałam na zegarek zauważyłam, że jest godzina 9:30. Hmmm dopiero wpół do 10, więc mogę jeszcze poleniuchować. W pewnym momencie do mojego pokoju weszła mama.
-Ross, poszłabyś do sklepu kupić kilka rzeczy?-zapytała zaspana jeszcze mama.
-No dobrze i tak teraz nie mam co robić. Mogę o 13 spotkać się z Caroline?
-No dobrze, ale musisz być w domu przed 17.
-Dobrze, dobrze dzięki.
Mama podała mi pieniądze i listę zakupów. Nie musiałam się ciepło ubierać, bo przecież jest lato. Do sklepu wyszłam w krótkich spodenkach, koszulce i trampkach. Poszłam oczywiście do Zenka bo tam było najbliżej około 400m. Gdy byłam już przy drzwiach nagle ktoś lekko pociągnął mnie za włosy. Kto to był? Zwykle tak wkurzała mnie Caroline, ale z nią umówiłam się na 13, więc kto to był? Postanowiłam się nie odwracać, zupełnie nie wiem dlaczego.
-Cześć-usłyszałam niski męski głos, a ta osoba zaczęła przeplatać moje brązowe włosy pomiędzy palcami.
Wtedy nie wytrzymałam. Obróciłam się tak gwałtownie, że prawie upadała. I kogo zauważyłam? Mojego kolegę z klasy, w którym się od dawna podkochuję. Co on znowu wymyślił?
-No hej Dave-powiedziałam odsuwając się od niego o jeden krok-Co cię tu sprowadza?
Fakt, że nasza miejscowość nie jest szczególnie duża, ale Dave mieszka po drugiej stronie. Dziwi mnie to co on tu robi.
-Tak właściwie to czekam na Kevina. Razem z nim i jego rodzicami jedziemy na wakacje.-wtedy zauważam za nim walizkę.-A ty nigdzie nie wyjeżdżasz?
-Wyjeżdżam. Dziś.-powiedziałam krótko.
-Aaa. A można wiedzieć gdzie?-zapytał uśmiechając szeroko i sympatycznie.
-Myślę, że i tak ci się to nie przyda.-odpowiedziałam równie miło.
-Dobrze, nie będę się już dopytywać.
W tej samej chwili pod sklep podjechał samochód. Należy on chyba do Kevina i jego rodziców, bo gdy tylko Dave go zauważył sięgnął po walizki. Gdy miał już ruszać w stronę auta odwrócił się w moją stronę mówiąc:
-Do zobaczenia Rosalia!-zaśmiał się i pocałował mnie w policzek. Następnie szybkim krokiem nie obracając się już w moją stronę, ruszył do auta i mocno zamknął za sobą drzwi. Kątem oka zauważyła jeszcze, że macha do mnie z samochodu.
Stałam jak wryta. Co się przed chwilą stało? Czy sobie tylko to wyobraziłam? A może to prawda. Dave- uroczy, niebieskooki brunet, w którym podkochuję się od mniej więcej 2 lat, który nigdy nie zwracał na mnie uwagi, dziś ze mną rozmawiał, mało tego pocałował mnie w policzek. Nie wiem co mam myśleć. Czy on miał zamiar mnie wkurzyć? W końcu powiedział do mnie Rosalia, a wszyscy wiedzą, że nie cierpię jak mnie tak nazywają. Czy on chciał mnie wyprowadzić z równowagi? Ale po co miał by to robić? Dziwi mnie też, że powiedział "Do zobaczenia". Przecież zapewne najwcześniej zobaczymy się w nowym roku szkolnym. Co on planuje? Może razem wymyślił coś z Kevinam, który zresztą jest moim dobry przyjacielem. Może Kevin powiedział Davowi, ze mu się podobam. Wprawdzie wyjawiłam mu kiedyś o tym, ale czy on o tym pamiętał?
Myślę, że długo tak stało, bo gdy się otrząsnęłam i popatrzyłam z zegarek była już godzina 11. Postanowiłam wrócić do domu po co innego miałam zrobić. Zupełnie nie wiem, dlaczego Dave to zrobił. Mam mentlik w głowie.
W połowie drogi do domu przypomniałam sobie, że przecież miałam zrobić zakupy do domu, a mama bardzo by się zawiodła, gdybym tego nie zrobiła. Ruszyłam w drogę powrotną. Gdy weszłam do sklepu poczułam ohydny zapach alkoholu. Pewnie właściciel, straszy człowiek Zenek, znowu się upił. Tym razem jednak się myliłam. Zauważyłam, że na środku sklepiku rozlany jest alkohol.
-Pomoc panu?-zapytałam grzecznie
-Dziękuję dziecinko! Ale nie potrzebuję pomocy, już prawie kończę. Podać ci coś?
Odszukałam listę dana przez mamę i zaczęłam dyktować. Następnie zapłaciłam i ruszyłam w stronę domu. Po około 5 minutach znalazłam się po drzwiami do domu. Ściągnęłam buty, i postawiłam na kuchennym blacie zakupy.
-Mamo wróciłam!-krzyknęłam dostatecznie głośno, aby usłyszała będąc na górze.
-Dobrze za chwilę zrobię śniadanie.
Przez następną godzinę obijałam się po domu. Gdy w końcu o 12:50 wyszłam z domu na spotkanie z Caroline. Znów naszły mnie myśli co tak ważnego chce mi powiedzieć. Gdy dotarłam na umówione miejsce, ona już na mnie czekała. Od razu wpadłyśmy sobie w ramiona.
-Ross jak dobrze cię widzieć. Mam dla ciebie bardzo bardzo świetną wiadomość.
-No co to takiego? Mów szybko bo się niecierpliwie!
-Zostaję w dom! Nie wyjeżdżam!
-Co?! Car-wpadłam jej w ramiona i o mało się nie przewróciłyśmy.
-Może poszłybyśmy do kawiarni.
-Dobrze, ale muszę być w domu przed 17.
Poszłyśmy do najbliższej kawiarnie. Dług rozmawiałyśmy. Gdy miałam poruszyć sprawę dzisiejszego spotkanie z Davem nagle Car postanowiła mi coś oznajmić;
-Ross, muszę ci coś powiedzieć. Może to być dla ciebie wielkim szokiem, ale od niedawna umawiam się z... Davem.
Co Dave? Skoro chodzi z Car to po co mnie dziś podrywał i pocałował? Dobrze, że wcześniej nic nie powiedziałam o dzisiejszym zajściu na pewno by się na mnie wkurzyła. Może źle zrozumiałam jego intencję. Może zrobił to po przyjacielsku?
-Halo Ross? Żyjesz?
-Żyję-powiedziałam.
Czy to wszystko ma jakiś sens? To na pewno przez to, że wstałam lewą nogą.
Kolejny rozdział za 10 komentarzy :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)