piątek, 6 grudnia 2013

1. Pobudka

Pogrążona w krainie snów uświadamiam sobie, że chyba zaspałam. Ociężale otwieram powieki, stawiam najpierw lewą potem prawą nogę na chodniku koło łóżka. O nie wstałam lewą nogą! To na pewno przyniesie mi pecha! Jak się spodziewałam gdy spojrzałam na zegarek, ukazywał on godzinę 8:30. CO?! Zaspałam?! Dlaczego rodzice mnie nie obudzili ?Czy postanowili zostawić mnie w domu? Fakt, że nie dawno pokłóciłam się z mamą, ale o jakąś błahostkę. Czy mogli mi to zrobić? W pośpiechu biegnę po schodach na dół do kuchni. Nie zastaję tam nikogo. Śniadanie, które przygotował tata wczoraj wieczorem, nie tknięte. Wątpię, żeby wyszli z domu bez śniadania, David zawsze je je. Teraz jest nadzieje, że wcale nie wyjechali beze mnie tylko jak ja zaspali. Szybkim krokiem wręcz skaczę bo schodach do pokoju najpierw mojego młodszego brata. Wpadam i tak jak myślałam ten 12-latek nadal sobie smacznie śpi:
-David, wstawaj! Zaspaliśmy! Spóźnimy się na samolot!-niemal krzyczę.
-Co?-Mówi spadając przy tym prawie z łóżka.
-Ubieraj się a ja pójdę obudzić rodziców.
Po chwili wpadam do pokoju starszych niemal krzycząc:
-Mamo, tato! Wstawajcie! Zaspaliśmy!
Tata tylko przewraca się na drugi bok i zaczyna znów drzemać. Jednak mam bierze ze stolika swoje okulary, które z resztą sprawił jej tata dwa dni temu z okazji urodzin, zakład je na nos, spogląda na zegarek i wybucha śmiechem:
- Kochanie wylatujemy o 9, ale wieczorem.
Nadal nie mogę przyzwyczaić do wyglądu mamy w okularach. Nosi je stosunkowo od niedawna bo od 6 tygodni, ale przypominają mi dlaczego je posiada.
 Sześć tygodni temu mama odebrała mnie ze szkoły. Gdy wsiadłam do auto od razu zaczęła wykłócać się o ostatnią 1 którą dostałam. Nie miałam zamiaru z nią rozmawiać, bo właśnie tego dnia dowiedziałam się moja ukochana przyjaciółka Caroline w lipcu wyjeżdża na rok wraz z rodzicami do Francji. Czułam się przygnębiona, bo tak właściwie jedyna bliskich mi osób wyjeżdżała i spotkam się z nią najwcześniej za rok. Nie lubię rozmawiać o swoim bólu, więc i o tej sprawie wolałam nie wspominać. Mama nadal ciągnęła temat jedynki. Nie rozumiałam co to miało do rzeczy skoro wtedy do wakacji brakowało tylko 3 tygodni, moja średnia ocena i tak by się nie zmieniła. W pewnym momencie w aucie wybuchła awantura mam była naprawdę wkurzona. Od domu dzielił nas jeszcze tylko kilometr gdy nagle z naprzeciwka nadjechał motor. Mama nie zdążyła zareagować i pojazd wjechał w nasze auto. Oczywiście wina leżała po stronie kierowcy motoru jednak najbardziej w tym wszystkim ucierpiała moja mama. Od razu wezwałam karetkę. U mnie i kierowcy motoru skończyło się na kilku siniakach. Kiedy wraz z wezwanym przeze mnie tatą i Davidem dojechaliśmy do szpitala ,w którym znajdowała się mama przeżyliśmy szok. Okazało się, że najbardziej poszkodowane są jej oczy. Potrzebna była operacja. Niestety była konieczna. Po 6-godzinnej operacji lekarz prowadzący stwierdził, że mama będzie widzieć i to nawet lepiej niż wcześniej przypuszczali, ale w życiu codziennym nie obejdzie się bez specjalistycznych okularów bądź soczewek. Teraz za każdym razem gdy widzę mamę w okularach myślę, że to wszystko przeze mnie.
W tej chwili w futrynie drzwi stanął ubrany i wyszykowany David.
-Mamo, tato! Dlaczego nie wstajecie? Spóźnimy się na samolot.
Mam wymieniła ze mną spojrzenia:
-Synku, twoja siostra spłatała nam niezły kawał. Owszem wylatujemy o 9, ale wieczorem.
-Ross!-wykrzyczał rozzłoszczony 12-latek.
Rzecz jasna nie nazywam się Ross. Jednak prawie wszyscy których znam posługują się ta ksywką. I dobrze bo mi nie zbyt podoba się moja prawdziwe imię. Na szczęście nawet nauczyciele zwracają się do mnie Ross. Moja prawdziwe imię słyszę tylko na jakiś uroczystościach i kiedy jesteśmy w odwiedzinach u mojej babci. Kiedy dowiedziała się jak rodzice mnie nazwali omal nie wpadła w zachwyt tak spodobało się jej to imię. Gdy w pobliżu jest babci wszyscy zwracają się do mnie Rosalia. To imię wydaję mi się takie....... staroświeckie. Nie słowo, które lepiej je opisuje to za ciężkie. Jestem nie wysoką, chudą, drobną szatynką 15-latką, a to imię doskonale pasuję do poważnej osoby, a nie do mnie, która pobudziła wszystkich w domu jak oszalał, bo pomyliła godziny.
-Ross!- powtórzył z większą bulwersacją w głosie
-Sorry, Dav.
-Jeżeli chcecie to idźcie jeszcze spać.-powiedziała spokojnym tonem mama.
David jak się można było spodziewać poszedł prosto do łóżka po drodze ściągając tylko kapcie ze stóp. Ja jednak nie zamierzałam iść dalej spać. Gdy weszłam do swojego pokoju zauważyłam, że na łóżku leży mój przyjaciel. Nie był on oczywiście człowiekiem to mój Dafi- szczeniak ,o niebieskich oczach, rasy Husky. Mojego pieska otrzymałam z okazji dobrych ocen na koniec roku. Średnia wynosiła 4.8 więc ledwo dostałam czerwony pasek. Dobre oceny jednak się opłaciły bo teraz mam kogoś to kogo mogę się bezustannie przytulać. Gdy Dafi mnie zauważył, zerwał się z łóżka i zaczął biec w moją stronę. Od razu podniosłam zwierzaka i pogłaskałam go po biało-czarnym futrze. Było takie miękkie, pewnie dlatego, że mama wczoraj go myła. Z Dafim na rękach usiadłam na łóżku i z szafki nocnej wzięłam laptopa. Pierwsze co zrobiłam, to weszłam na Facebooka. zauważyłam, że napisała do mnie Caroline.
-Ross, musimy się spotkać. Mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. Wiem, że dziś wyjeżdżasz, ale muszę z tobą pogadać. Spotkajmy się o 13 u Żupa.
Hmmm..... właściwie nie mam co robić. Chyba mogę się z nią spotkać. Ciekawi mnie co chce mi przekazać. Co jest tak ważne? Może stało się coś złego? Może dobrego? Nie mam pojęcia.
Żup to nasz osiedlowy sklepik. Tak naprawdę nazywa się po prosty "U Zenka", ale wraz z kolegami ze szkoły stwierdziliśmy, że ta nazwa jest o wile zabawniejsza. Tak, więc nazywa go tak od 8 lat.
Gdy spojrzałam na zegarek zauważyłam, że jest godzina 9:30. Hmmm dopiero wpół do 10, więc mogę jeszcze poleniuchować. W pewnym momencie do mojego pokoju weszła mama.
-Ross, poszłabyś do sklepu kupić kilka rzeczy?-zapytała zaspana jeszcze mama.
-No dobrze i tak teraz nie mam co robić. Mogę o 13 spotkać się z Caroline?
-No dobrze, ale musisz być w domu przed 17.
-Dobrze, dobrze dzięki.
Mama podała mi pieniądze i listę zakupów. Nie musiałam się ciepło ubierać, bo przecież jest lato. Do sklepu wyszłam w krótkich spodenkach, koszulce i trampkach. Poszłam oczywiście do Zenka bo tam było najbliżej około 400m. Gdy byłam już przy drzwiach nagle ktoś lekko pociągnął mnie za włosy. Kto to był? Zwykle tak wkurzała mnie Caroline, ale z nią umówiłam się na 13, więc kto to był? Postanowiłam się nie odwracać, zupełnie nie wiem dlaczego.
-Cześć-usłyszałam niski męski głos, a ta osoba zaczęła przeplatać moje brązowe włosy pomiędzy palcami.
Wtedy nie wytrzymałam. Obróciłam się tak gwałtownie, że prawie upadała. I kogo zauważyłam? Mojego kolegę z klasy, w którym się od dawna podkochuję. Co on znowu wymyślił?
-No hej Dave-powiedziałam odsuwając się od niego o jeden krok-Co cię tu sprowadza?
Fakt, że nasza miejscowość nie jest szczególnie duża, ale Dave mieszka po drugiej stronie. Dziwi mnie to co on tu robi.
-Tak właściwie to czekam na Kevina. Razem z nim i jego rodzicami jedziemy na wakacje.-wtedy zauważam za nim walizkę.-A ty nigdzie nie wyjeżdżasz?
-Wyjeżdżam. Dziś.-powiedziałam krótko.
-Aaa. A można wiedzieć gdzie?-zapytał uśmiechając szeroko i sympatycznie.
-Myślę, że i tak ci się to nie przyda.-odpowiedziałam równie miło.
-Dobrze, nie będę się już dopytywać.
W tej samej chwili pod sklep podjechał samochód. Należy on chyba do Kevina i jego rodziców, bo gdy tylko Dave go zauważył sięgnął po walizki. Gdy miał już ruszać w stronę auta odwrócił się w moją stronę mówiąc:
-Do zobaczenia Rosalia!-zaśmiał się i pocałował mnie w policzek. Następnie szybkim krokiem nie obracając się już w moją stronę, ruszył do auta i mocno zamknął za sobą drzwi. Kątem oka zauważyła jeszcze, że macha do mnie z samochodu.
Stałam jak wryta. Co się przed chwilą stało? Czy sobie tylko to wyobraziłam? A może to prawda. Dave- uroczy, niebieskooki brunet, w którym podkochuję się od mniej więcej 2 lat, który nigdy nie zwracał na mnie uwagi, dziś ze mną rozmawiał, mało tego pocałował mnie w policzek. Nie wiem co mam myśleć. Czy on miał zamiar mnie wkurzyć? W końcu powiedział do mnie Rosalia, a wszyscy wiedzą, że nie cierpię jak mnie tak nazywają. Czy on chciał mnie wyprowadzić z równowagi? Ale po co miał by to robić? Dziwi mnie też, że powiedział "Do zobaczenia". Przecież zapewne najwcześniej zobaczymy się w nowym roku szkolnym. Co on planuje? Może razem wymyślił coś z Kevinam, który zresztą jest moim dobry przyjacielem. Może Kevin powiedział Davowi, ze mu się podobam. Wprawdzie wyjawiłam mu kiedyś o tym, ale czy on o tym pamiętał?
Myślę, że długo tak stało, bo gdy się otrząsnęłam  i popatrzyłam z zegarek była już godzina 11. Postanowiłam wrócić do domu po co innego miałam zrobić. Zupełnie nie wiem, dlaczego Dave to zrobił. Mam mentlik w głowie.
W połowie drogi do domu przypomniałam sobie, że przecież miałam zrobić zakupy do domu, a mama bardzo by się zawiodła, gdybym tego nie zrobiła. Ruszyłam w drogę powrotną. Gdy weszłam do sklepu poczułam ohydny zapach alkoholu. Pewnie właściciel, straszy człowiek Zenek, znowu się upił. Tym razem jednak się myliłam. Zauważyłam, że na środku sklepiku rozlany jest alkohol.
-Pomoc panu?-zapytałam grzecznie
-Dziękuję dziecinko! Ale nie potrzebuję pomocy, już prawie kończę. Podać ci coś?
Odszukałam listę dana przez mamę i zaczęłam dyktować. Następnie zapłaciłam i ruszyłam w stronę domu. Po około 5 minutach znalazłam się po drzwiami do domu. Ściągnęłam buty, i postawiłam na kuchennym blacie zakupy.
-Mamo wróciłam!-krzyknęłam dostatecznie głośno, aby usłyszała będąc na górze.
-Dobrze za chwilę zrobię śniadanie.
Przez następną godzinę obijałam się po domu. Gdy w końcu o 12:50 wyszłam z domu na spotkanie z Caroline. Znów naszły mnie myśli co tak ważnego chce mi powiedzieć. Gdy dotarłam na umówione miejsce, ona już na mnie czekała. Od razu wpadłyśmy sobie w ramiona.
-Ross jak dobrze cię widzieć. Mam dla ciebie bardzo bardzo świetną wiadomość.
-No co to takiego? Mów szybko bo się niecierpliwie!
-Zostaję w dom! Nie wyjeżdżam!
-Co?! Car-wpadłam jej w ramiona i o mało się nie przewróciłyśmy.
-Może poszłybyśmy do kawiarni.
-Dobrze, ale muszę być w domu przed 17.
Poszłyśmy do najbliższej kawiarnie. Dług rozmawiałyśmy. Gdy miałam poruszyć sprawę dzisiejszego spotkanie z Davem nagle Car postanowiła mi coś oznajmić;
-Ross, muszę ci coś powiedzieć. Może to być dla ciebie wielkim szokiem, ale od niedawna umawiam się z... Davem.
Co Dave? Skoro chodzi z Car to po co mnie dziś podrywał i pocałował? Dobrze, że wcześniej nic nie powiedziałam o dzisiejszym zajściu na pewno by się na mnie wkurzyła. Może źle zrozumiałam  jego intencję. Może zrobił to po przyjacielsku?
-Halo Ross? Żyjesz?
-Żyję-powiedziałam.
Czy to wszystko ma jakiś sens? To na pewno przez to, że wstałam lewą nogą.


Kolejny rozdział za 10 komentarzy :)

 

11 komentarzy:

  1. Dodaj następny rozdział !! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne to jest. Proszę pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chce kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na kolejny.Masz świetne pióroi nie zniechęcaj sie.Zapraszam do mnie: http://opowiadanie-o-afromental.blogspot.com/
    Liczę na komentarz! :-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Chcesz upiększyć bloga zamów szablon : http://grafika-bez-tajemnic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne !!! Prosze kolejną część ::)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne :) Liczę na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne. Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń