niedziela, 15 grudnia 2013

2.Olśnienie

Nie wiem co mam o tym myśleć. Chłopak, który tak strasznie mi się podoba, chodzi  z moja najlepszą przyjaciółką. Zastanawiam się czy mam powiedzieć o dzisiejszej sytuacji. W ostatniej chwili rezygnuję, bo wiem, że złamało by to jej serce. Podle się czuję w stosunku do niej. Postanawiam, że pora zakończyć te spotkanie.
-Eeeeee wiesz co ja już muszę lecieć. Do domu. Tak do domu. Właśnie tam. Bo..... bo wylatuję za... za godzinę. Tak za godzinę. Więc muszę szybko wracać. To pa !
-Ross, ale...! Ross!-Krzyknęła, ale ja już wyszłam i nie zamierzałam wracać.
Szłam jak najszybciej. Jak najszybciej chciałam dojść do domu. Jest dopiero 15, ale nie wytrzymałabym tam dłużej. Dobrze, że dziś wyjeżdżam, bo na razie nie chcę się z nią widzieć. Nie wiedziałabym co jej powiedzieć. Gdy wchodzę do domu zauważam, że wszystkie walizki sa już zniesione.
-Ross dobrze, że już jesteś! Za chwilę wyjeżdżamy! Miałam do ciebie dzwonić.-powiedziała mama.
-Co?! Przecież jest dopiero 15.-wtedy spojrzałam na zegarek w kuchni. Pokazywał 17. Czyżby zepsuł mi się zegarek w telefonie?. Tak to przez to prawie się spóźniłam.
-Ross wychodzimy-krzyknął tata.
-A moje walizki?-spytałam
-Już w samochodzie. Pospiesz się przed nami jeszcze godzina drogi na lotnisko.
To prawda najbliższe lotnisko znajduje się około 100km stąd.
-Poczekajcie chwilę. Muszę pójść po coś na górę.
Szybkim krokiem weszłam do mojego pokoju. Od razu zaczęłam szperać za szafą. Miałam tam tajemną skrytkę na mój pamiętnik. Gdy wychodziłam po drodze wzięłam słuchawki. Zeszłam na dół i pomyślałam, że wrócę tu dopiero za 15e dni. Zamknęłam za sobą drzwi wejściowe i ruszyłam w stronę auta. Muszę siedzieć z tyłu obok mojego kochanego brata. Dobrze, że chociaż w samolocie nie będę skazana na jego towarzystwo. Usiądę koło Kamili. Kamila to córka przyjaciółki mojej mamy. Jej rodzina jedzie razem z nami. Kami ma także nieznośnego brata w wieku Davida, na (nie) szczęście te dwa małe stwory będą razem w pokoju, jak ja i Kami. Nasi rodzice w końcu odpoczną od nas wszystkich. Kamila to 17-letnia, blondynka, na którą lecą wszyscy chłopcy.
Właśnie wyjechaliśmy z mojego rodzinnego miasta. Nakładam słuchawki i zaczyna słuchać muzyki. Chyba zasnęłam, bo gdy odzyskałam świadomość byliśmy już na lotnisku.
-No to wysiadamy.-powiedział uradowany tata.
David wyskoczył jak strzała i ruszył w stronę, czekających już na nas, współtowarzyszy.
-Młody, a twoje bagaże?-zawołał tato.
Wrócił się po nie i całą rodziną wyruszyliśmy na spotkanie. Jest godzina 18 do 20 musimy się odprawić. Całą "paczką" udaliśmy się żeby pozałatwiać wszystkie formalności. Po wszystkim pozostało nam tylko czekać. Gdy Kamila prosi mnie abyśmy udały się do toalety nie protestuje, bo i tak nie mam nic lepszego do roboty. Gdy wyszłyśmy z łazienki zauważyłam na zegarku, że już 20:45. Za chwilę się spóźnimy nasi bracia i rodzice już poszli. Zaczęłyśmy biec, gdy nagle z kimś się zderzyłam.
-Przepraszam. Za chwilę ucieknie mi samolot-powiedział i pomógł mi wstać, następnie pobiegł. Przeszły mnie dreszcze. On mi kogoś przypominał. Gdy znowu o nim myślę czuje motylki w brzuchu. Czy to dobrze. Jeśli nawet mi się spodobał, to i tak już nigdy go nie spotkam.
-Ross! Pospiesz się! Szybciej!-Pospieszyła mnie Kamila.
Cudem zdążyłyśmy wejść na pokład. Usiadłyśmy na wyznaczone miejsca. Moje siedzenie miało numer 13, ciekawe czy okaże się szczęśliwe czy pechowe. Po prawej siedziała Kami, a po lewej..... obejrzałam się w tamtą stronę i zobaczyłam chłopaka. Tego samego, z którym się zderzyłam. Po chwili zauważa, że mu się przyglądam.
-Cześć, my się już chyba dziś widzieliśmy.-mówiąc to obdarza mnie najszczerszy uśmiechem jaki widziałam. Jego urocze blond włosy wydają się ciemniejsze w tym świetle.
-Cześć. To z tobą się zderzyłam prawda? Muszę cię ostrzec pierwszy raz lecę samolotem i bardzo się boje. Więc nie przestrasz się jak będę piszczeć.
Wtedy rozległ się dźwięk z głośników informujący o zapięciu pasów. Gdy stewardessa wyjaśniła co miała wyjaśnić zaczęło się. Na początku pędziliśmy z zawrotną prędkością bałam się bardzo. Gdy powoli się unosiliśmy zamknęłam oczy, zacisnęłam zęby i... złapała chłopaka siedzącego obok za rękę. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może potrzebowałam żeby ktoś mnie wsparł fizycznie. O dziwo chłopak nie wyrywał ręki z uścisku. Gdy poczułam, że samolot jest stosunkowo w poziome otworzyłam oczy. Inni ludzie znieśli to jak coś normalnego. Wtedy słyszę głos z mojej lewej:
-I co było tak strasznie?-powiedział to z uśmiechem choć wyczułam, że śmieszy go trochę moje zachowanie.
-TAK. Ale myślałam, że będzie gorzej.
Wtedy spoglądamy na nasze splecione dłonie. Nadal trzymam go za rękę. Zakłopotana wyciągam dłoń z uścisku.
-Eeeee... chyba się trochę zapomniałam-powiedziałam ze skruchą.
-Nic nie szkodzi.- odpowiedział pogodnie, chyba jak zawsze.
-Lecisz sam?
-Tak. Moi rodzice czekają na miejscu. To będą nasze wspólne wakacje. Dawno takich nie mieliśmy. Rodzice teraz pracują nad ważnym projektem i cudem udało im się znaleźć czas.
-Też lecę na wakacje, ale nie sama. Jakieś 6 rzędów przed nami siedzi moja rodzina i rodzina Kami. Kami?!
Gdy obróciłam się w jej stronę zauważyłam, że zasnęła.
-No cóż teraz ci jej nie przedstawię.-zaśmiałam się.-Masz jakieś rodzeństwo?
-Mam starszego brat-Adama. Ma 17 lat. A ty ile masz lat?
-Ja... 15. A ty? 18?
-Nie przesadzaj. Mam tyle co ty 15 ;)- zaśmiał się przy tym.
-Nie wierzę. Wyglądasz na 18-latka
-No nie postarzaj mnie-powiedział z udawanym smutkiem.
-No dobrze, dobrze.
Kolejne 3 godziny bez przerwy rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że jak ja uwielbia śpiewać. Zabrał ze sobą gitarę, na której podobno nieziemsko brzdąka. Zdziwił się trochę kiedy dowiedział się, że jeżdżę na desce. Powiedział, ze nie wyglądam jak te dziewczyny, które widuje na skateparkach.
W końcu poczułam się senna, przed nami jeszcze godzina lotu, więc postanowiłam się zdrzemnąć, jak Kami, która cały czas spała. Wygodnie się ułożyłam i odpłynęłam w krainę snów.
-Obudź się, za chwilę będziemy lądować.-usłyszałam męski głos.
Gdy wybudziłam się ze snu, uświadomiłam sobie, że moja głowa spoczywa na ramieniu chłopaka. Kolejna krępująca sytuacja, ale wydaję mi się, że mu to nie przeszkadza. Kiedy spoglądam na niego on tylko obdarzył mnie widokiem swoich białych zębów.
-Zapnij pasy.-przypomina.
Lądowanie nie jest, aż tak złe. Powstrzymuję się od złapania go za rękę. Gdy jesteśmy na lotnisku niestety muszę się z nim pożegnać. Może jeszcze kiedyś się zobaczymy. Wtedy w odległości około 20 metrów usłyszałam jego krzyk:
-Czekaj jak masz na imię!?
-Rosalia!-krzyknęłam.
-Co?!
-Ross!
-Do zobaczenia Moss!
Co jaka Moss. Pewnie tak usłyszał. Cóż już mu nie powiem jak mam na imię, wyszedł z lotniska.
W końcu jesteśmy na miejscu- w Francji. Z rodzinami udajemy się na postój taksówek. Zatrzymujemy 2 i udajemy się do naszego Hotelu- Eossa Beach.
-Dzień dobry, 4 pokoje. Dwa na nazwisko Medina i dwa na Hutcherson.-powiedziała moja mama, oczywiście po angielsku.
Tak, mam na nazwisko Hutcherson, tak samo jak mój ukochany aktor Josh Hutcherson.
Udaliśmy się do swoich pokoi. Od razu po wejściu padłam na swoje łóżko. Pokoju był przepiękny cały w ciemny drzewie. Ponieważ obie spałyśmy w samolocie, byłyśmy wyspane. Postanowiłam poopowiadać Kamili o tym co stało się przed wyjazdem i w samolocie. Ten chłopak chyba na prawdę mi się spodobał. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. Na szczęście nie myślę już o Dave.

I co jak wam się podoba?

2 komentarze: